3 inspirujące historie, po których z miejsca ruszysz na trening!


Motywacja, Świat / poniedziałek, Lipiec 30th, 2018

Chciałbyś biegać, ale często kończy się na kilku treningach, bo na więcej nie starcza Ci już siły i motywacji? Uwierz mi, możesz o wiele więcej,  jeśli tylko postawisz przed sobą jakiś cel! Poznaj trzy inspirujące historie, których bohaterowie chcąc coś udowodnić, pokazali jednocześnie całemu światu, że bariery są tylko w naszych głowach.

Minda Dentler

Mała dziewczynka urodzona w Bombaju w Indiach, w wieku niemowlęcym z powodu zarażenia się polio zostaje sparaliżowana od pasa w dół. Jako dziecko zostaje adoptowana i nowi rodzice zabierają ją do Ameryki, gdzie organizują operacje i zabiegi rehabilitacyjne. Dzięki takiej opiece, Minda czuje się lepiej, niemniej nigdy nie odzyskuje pełnej sprawności. Dorasta w Ameryce, tam uczy się, studiuje i zakochuje w sporcie.

A później… mimo przeciwności losu zostaje pierwszą kobietą na świecie, która na wózku inwalidzkim kończy Mistrzostwa Świata IRONMAN w Kona na Hawajach. Mało tego, Minda jest jedyną na świecie kobietą, która pokonała aż 4 takie dystanse (3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195km biegania) w oficjalnych wyścigach i to wszystko jedynie dzięki sile własnych rąk!

Jej życiorys jest pięknym świadectwem, zresztą zobaczcie sami:

 

Roberta “Bobbi” Gibb

To, drodzy Państwo, pierwsza kobieta, która wzięła udział w bostońskim Maratonie! Oczywiście, zrobiła to na pełnym nielegalu, bo jak wiadomo, wtenczas kobietom nie wolno było uczestniczyć w maratonach, uzasadniając ten zakaz, bujdami o wypadającej macicy, czy zmianie budowy ciała etc. Bobbi wiedziała, że to nieprawda i postanowiła udowodnić swoją rację. Kochała biegać, a jej ulubionym i jedynym kompanem, był pies!

W 1964, gdy była jeszcze na studiach, ojciec przyjaciółki opowiedział jej o bostońskim Maratonie i zasugerował, że skoro lubi biegać, powinna pójść zobaczyć jak wygląda ten wyścig i dopingować uczestników. Tak też zrobiła i to chyba był początek, bo jak sama opowiada; zobaczyła pięknych ludzi, którzy wyglądali niczym egzotyczne zwierzęta, tak silni, spokojni i cierpliwi…

Ta inspiracja spowodowała, że w ramach treningu Bobbi zdecydowała się przebiec cały kontynent po drodze zwiedzając m.in. wzgórza Pensylwanii i Zachodniej Wirginii, lasy Indiany, równiny Kansas i Nebraski, ulice Denver, wysokie łąki Gór Skalistych, czy Sierrę, aż po wybrzeża Kalifornii.

Gdy w 1966 roku wysłała zgłoszenie do organizatorów maratonu w Bostonie, spotkała się z odmową i uzasadnieniem, że z przyczyn fizjologicznych kobiety bla, bla bla… 

Wiadomo, nie posłuchała.

“Running expresses my love of Nature, my delight in being alive. Yet it was a love that was incomplete until it was shared with others.” – Roberta Gibb

I tak 19 kwietnia 1966 roku przebrana w ciuchy brata przyczaiła się w krzakach blisko linii startowej, skąd wystartowała. Roberta ukończyła bieg w czasie 3 godzin i 21 minut. Oczywiście bardzo szybko ją rozpoznano, jednak zamiast chłodnej reakcji, jakiej oczekiwała, spotkała się z bardzo życzliwym odbiorem zarówno ze strony uczestników jak i mediów, które namiętnie relacjonowały bieg Bobbi.  

Jej dokonanie nie spowodowało jednak, że nagle zaczęto pozwalać kobietom na udział w maratonie, ale był to zdecydowanie początek tej historii! Bo już w rok po tym ‘incydencie’ słynna dziś Kathrine Switzer, jako pierwsza kobieta oficjalnie wzięła udział w tym samym biegu. Jak to możliwe, skoro kobiety miały oficjalny zakaz uczestnictwa? Kathrine podczas rejestracji podała swoje inicjały (K. V. Switzer) i nikt z organizatorów się nie zorientował, że to kobieta. Niestety, Ona nie spotkała się już z tak miłym przyjęciem, ale to temat no osobny wątek…

Jerzy Górski – Najlepszy!

Mówią, że życie pisze najlepsze filmowe scenariusze. Faktycznie, życie Jerzego Górskiego, który w 1990 roku, w Huntsville w Stanach Zjednoczonych ustanowił rekord świata na dystansie podwójnego IRONMENA, jest najlepszym tego dowodem! Polak dobiegł na metę w czasie 24h 47 min 46 sek., pokonując dystans 7,6 km pływania, 360 km jazdy na rowerze i 84 km biegu.

To były czasy, kiedy triatlon w Polsce dopiero raczkował, ledwo oderwaliśmy się od komunizmu. Kto by wtedy pomyślał, że jakiś szalony rodak porwie się na tak morderczy wysiłek i to jeszcze na drugim końcu świata? Górski przygotowywał się do tego wyścigu przez 6 lat, jednocześnie walcząc nie tylko ze sportową wytrzymałością, ale również z uzależnieniem. Zanim jego życie się odmieniło, przez kilkanaście lat brał najmocniejsze dostępne narkotyki, czyli morfinę, kokainę, heroinę. Jak wiadomo, tylko mistrzom świata udaje się z tego wyjść i pokonać demona, jemu się udało. Sport, odegrał w tej walce kluczową rolę.

Obecnie Górski  jest członkiem Polskiego Związku Triathlonu, a także organizatorem wielu tego typu zawodów. Jego życie zekranizował reżyser Łukasz Palkowski w filmie Najlepszy i uważam, bez krzty przesady, że każdy powinien go zobaczyć!

Przygotujcie tylko chusteczki. Dużo chusteczek!


Follow me on
Strava