Biegowe podsumowanie roku i krótka refleksja


Biegam bo lubie, Izrael, Jerozolima, Karpacz, Nowa Huta, Podsumowanie, Praga, Rawenna, Tel Awiw, Turku, Włochy / wtorek, Grudzień 31st, 2019

Chociaż ostatnie tygodnie upłynęły mi dosyć leniwie, zwłaszcza w kontekście sportu, to w perspektywie całego roku, uważam, że udało mi się przeżyć naprawdę sporo biegowych przygód. Swój tastyrunowy ślad zostawiłam m.in. w Izraelu, Czechach, Finlandii, Włoszech oraz w Szkocji. Brałam też udział w wielu wydarzeniach sportowych – nie tylko jako zawodnik, ale także jako organizator. W tym roku wygrałam też swój pierwszy bieg! Ciekawi, co było dla mnie największym wyzwaniem? 

Kiedy się udawało?

Świetny bieg udał się napewno w Turku, to tutaj pierwszy raz złamałam 50’ na dystansie 10km (przeczytaj też: 10 kilometrów w mieście Paavo Nurmiego! Relacja z Finlandii) Kolejnym, niesamowitym zaskoczeniem była dla mnie pierwsza w życiu wygrana w świetnym biegu Nowa Huta w czterech smakach na dystansie 5. kilometrów (pełna relacja tutaj

nowa huta w czterech smakach
Nowa Huta w czterech smakach 2019

Dobrze i z wielkim sentymentem wspominam też biegowe zwiedzanie Jerozolimy, plaż Tel Awiwu oraz kwitnących ogrodów na wzgórzu Petrzyn w Pradze.

Tel Awiw, 2019

Jeśli mam tu wymienić wszystkie sukcesy, to nie mogę pominąć oczywiście kwestii życiowego rekordu czasowego w biegu na 10km (47:58), który udało mi się wykręcić podczas niespodziewanego wypadu na Festiwal Biegowy w Krynicy. 

Kiedy się udawało, ale mniej?

Gorszych momentów było kilka, ale z każdego wyciągnęłam – mam nadzieję – właściwe wnioski. W skrócie; zaskoczył mnie bieg na 10 km w Łodzi, który pobiegłam tydzień po półmaratonie w Warszawie – najnormalniej w świecie, byłam bardzo zmęczona i nie odpoczęłam wystarczająco, aby również i tutaj pobiec dobrze. 

Ciężko było również podczas 2. bardzo upalnej edycji biegu Nowa Huta w czterech smakach, gdzie co prawda obroniłam podium (zajęłam II miejsce), ale tyle co mnie to wysiłku kosztowało, to chyba nikt nie wie!

Nowa Huta w czterech smakach, 2019

Natomiast w trakcie 3. nocnej edycji tego samego biegu, wraz z czwórką innych uczestników, zgubiliśmy się na trasie –  co uplasowało mnie mniej więcej na końcu listy startowej. Cóż, lekcja jest taka, żeby troszkę lepiej przygotowywać się do biegów po zmroku. 

Nowa Huta w czterech smakach

Jakie wnioski na przyszły rok?

Generalnie, w tym roku, działo się dużo i mam wrażenie, że momentami – za dużo.

Bieganie jest świetne – niezależnie od tego jaką kierujemy się motywacją, aby ten sport uprawiać. Dla jednych, bieganie może być kluczem do utrzymania szczupłej sylwetki, dla innych będzie to kwestia uzyskania lepszego samopoczucia. Nie ma też nic złego w chęci osiągania coraz lepszych wyników, w przekraczaniu własnych granic, czy po prostu, w czystej rywalizacji. Każdy powód do tego, aby się poruszać, uważam za dobry.

Refleksja, którą chcę się z Wami podzielić, jest taka, aby zawsze mierzyć siły na zamiary. Bieganie w takiej sferze amatorskiej powinno być narzędziem, które podnosi jakość Waszego życia, które pomaga Wam być pewniejszymi siebie, które uzbraja Wasze charaktery w silne, szlachetne cechy, które może pomóc Wam pozbierać się z życiowych tarapatów lub po prostu – spełniać marzenia. Nie powinno natomiast być elementem życia, który stawiamy ponad wszystko (ponad rodzinę, znajomych, relacje, pracę, zdrowie itd.) Wszystko w imię coraz lepszych wyników, coraz bardziej hardcorowych biegów, coraz bardziej szalonej rzeczywistości… 

Jeśli biegasz i ciągle masz kontuzje na czym cierpi Twój organizm – to źle.

Jeśli biegasz i nie masz przez to czasu dla najbliższych – to źle.

Jeśli biegasz i ciągle czujesz się przemęczony przez co zasypiasz do roboty, zawalasz terminy – to źle.

Jeśli bieganie nie sprawia Ci już przyjemności, a górę biorą wyłącznie ambicje – to też źle.

Jeśli biegasz, bo chcesz się lepiej poczuć i myślisz, że w ten sposób załatwisz swoje problemy (bo przecież wszyscy biegacze wydają się tacy szczęśliwi) – jesteś w błędzie.

To oczywiście tylko moje zdanie, z którym wielu z Was może się nie zgodzić. Zrozumiałe, każdy ma inne doświadczenia i inne obserwacje wpływają na jego poglądy. Chodzi mi tylko o to, że jeśli gra nie jest warta świeczki (nie zależy od tego nasze być albo nie być), to warto zachować zdrowy umiar i rozsądek. To pozwoli nam pozostać sobą i nadal cieszyć się tym w co wierzyliśmy od samego początku. 😉 

Podsumowując, życzę zarówno Wam jak i sobie pięknych, biegowych wypraw w nieznane, czerpania satysfakcji ze sportu oraz masy pozytywnej motywacji, która będzie nas pchała coraz wyżej i wyżej. I abyście nigdy nie zatracili idei uprawiania sportu amatorskiego i zawsze podchodzili do biegania z uśmiechem na twarzy, cali i zdrowi. 


Follow me on
Strava